Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   51
               

Karol "Malvado" Kazek


Witam was kombatanci! Kiedy pisze ten tekst za oknem leje deszcz i zmywa ostatki śniegu. Obiecałem wam niespodziankę i słowa dotrzymam. W obecnym numerze zamieszczam recenzję jeszcze świeżej szóstej odsłony turnieju śmiertelników. Za miesiąc pełna ciosologia i historie każdej z postaci. Mam nadzieje, że takiego typu niespodzianki się wam spodobają i będziemy je mogli robić częściej. Tymczasem zabierać się do czytania!



Mortal Kombat to już legenda. Kiedy w 1993 roku ukazała się pierwsza część MK nikt nie przypuszczał, że osiągnie ona taki sukces. Cała pierwsza trylogia sprzedała się w nakładzie ponad miliona sztuk, a tysiące graczy popadło w Mortalową obsesję. Jednak później Ed Boon i John Tobias popadli w depresję. Zamiast wydawać kolejne bijatyki zabrali się za robienie chodzonych przygodówek z bohaterami MK na tapecie. O ile MKM: SUB-ZERO dało się jeszcze przełknąć MK: SPECIAL FORCES okazało się najgorszą grą na PSX. Następnie nadszedł czas na MK4 i ulepszenie - MK: GOLD. Obie gry publiczności nie podbiły, ale zjednoczyły ku sobie paru fanów. Było to jasne, że złoty wiek serii minął bezpowrotnie. Legenda odrodziła się na nowo w 2002 roku. Piąta część zatytułowana MK: DEADLY ALLIANCE (opis w SS-NG#24) została ciepło przyjęta przez fanów jak i również prasę. Dwa lata później po tym wydarzeniu dostajemy kolejną, szóstą już część serii - jeszcze brutalniejszą i krwawą niż poprzednik...
Choose Your Fighter

„OSZUSTWO”
Śmiertelne przymierze zawarte pomiędzy Shang Tsungiem, a Quanem Chi zwyciężyło. Raiden poległ, a jego śmiertelnicy zostali uwięzieni. Jednak jakby tego było mało prawdziwy władca Outworld - Dragon King (nazywany również Onaga) powraca i ma zamiar podbić wszystkie królestwa z Ziemią włącznie (też mi nowość ;)). Wojownicy z różnych królestw i wymiarów stają do walki z nowym niebezpieczeństwem. Tak mniej więcej wygląda zarys fabuły nowego MK, który nosi podtytuł Deception (we Francji znany będzie podtytułem MK: Mystyfication). Co nowego w nowym MK? To co zwykle kilka nowych postaci, parę aren i oczywiście hektolitry krwi. Poza tym? Parę mini-gierek, krypta i jakieś inne bzdety.., ale po kolei. Zacznijmy może od zawodników bo to oni są tu chyba najważniejsi. Po pierwsze jest ich 24 czyli nieco więcej niż w MK:DA. Z gwardii znanej jeszcze z poprzednika powracają oczywiście Scorpion i Sub-Zero (bez których seria to jak Lara Croft bez cycków). Do tego dołączają mentor Bo’ Rai Cho, piękna Li Mei oraz ślepiec Kenshi. DECEPTION to przede wszystkim czas wielkich powrotów. Powraca stary team znany z Mortal Kombat 3 czyli Kabal (YEAH!), Nightwolf oraz Sindel. Do tego mamy parkę z MK2 czyli Mileenę i Barakę. Wraca dodana na szybko w MK4 Tanya. Mistrz telekinetyki - Ermac znów jest z nami. Doliczyć należy również Jade. Noob Saibot i Smoke złączyli się w „jedność” i są teraz znani jako Noob Smoke (można ich zmieniać podczas walki mniej więcej tak jak w trybie Tag Team znanym z Tekken’a). Do tej „śmiertelnej” dziesiątki dołączają jeszcze zmarły w poprzedniej części Liu Kang (powraca jako zombie!) oraz pozbawiony swej boskiej mocy Raiden. Tak więc widać w Mortal Kombat nikt nie umiera tak na serio. Oczywiście nie mogło zabraknąć nowych postaci. Tu jestem mile zaskoczony. Osiem nowych postaci z których ponad 3/4 jest cholernie miodna! Po pierwsze są one przemyślane, bo np. w MK:DA Mavado oraz Hsu Hao to chyba postacie dodane po to, aby były. Po drugie wykonanie tych postaci jest wprost idealne. Pasują one do klimatu serii i tu gratulacje dla całego, teamu który przy nich pracował. Pierwszą postacią, która została do nowego MK jest kobieta-demon - Ashrah. Jest ona odziana w białe szaty z dużym białym kapeluszem na głowie przez co z początku wielu uważało ją za kobietę Raidena ;). Druga postać to Havik. Poległy na placu boju rycerz i wojownik z Królestwa Chaosu. Wygląd tego gościa jest wprost oszałamiający. Kościotrupy w zbroi zawsze budziły u mnie respekt i nie inaczej jest tym razem. Jedziemy dalej, a dalej jest Hotaru. Według moich informacji jest to druga postać dodana do DECEPTION. Jest to opancerzony wojownik, któremu z zbroi wystają dwie chorągwie. Walczy po stronie Dragon Kinga. Czwarty jest Shujinko. Jest to tak jakby mistrz MK, który kiedy był młody poznał wszystkie tajniki walki od wszystkich znanych wojowników z MK (jego poczynania obserwujemy w trybie Konquest). Jedyne co mi w nim nie pasi to jego garnitur ciosów. Wszystko to co mają inne postacie! Zamrażanie od Sub-Zero, linka Scorpiona widać twórcom nie chciało się wysilać, a szkoda bo wygląd jest niczego sobie (długa siwa broda i długie siwe włosy). Kolejna postać to Kira i tu podobnie jak u Shujinko ma ona wszystkie ciosy Sonyi oraz Kano z MK:DA. Jest ona nowym członkiem Black Dragon. Oprócz Kiry do „Czarnych Smoków” przyłącza się również młodzieniec o imieniu Kobra. Prawdę mówiąc jest to moim zdaniem najlepsza nowa postać. Zacząłem nim grać jako pierwszym i gram do tej pory (może dlatego, że gdyby nie takie mięśnie powstał by wam Malvado w całej swej okazałości ;)). Jest to kickboxer, którego zabijanie to obsesja. Dariou jest płatnym zabójcą, a poza tym siódmą nową postacią w DECEPTION. Jest to jakiś zabójca który ma zabić Hotaru. Też całkiem fajna postać. No i osiem, a raczej ósmy. Darrius przynajmniej mi nie przypasił (nie, nie jestem rasistą :)). Moim zdaniem jest to postać wrzucona na szybko i za tym argumentem przemawia to że była to ostatnia postać dodana do MK6. Jedyne co mi się podoba to jego alternatywny strój, a reszta - wygląd jak i zestaw ciosów jest do kitu. Oczywiście nie wliczyłem tu jeszcze głównego bossa - Dragon Kinga. Cóż można o nim powiedzieć. Jeżeli grałeś w MK3 i nie umiałeś przejść Shao Kahna na najłatwiejszym poziomie to z Dragonem sobie nie poradzisz. Jest cholernie szybki i zwinny. Poza tym jego ciosy zabierają dużo energii. A wygląd? Naprawdę boski, szczególnie te skrzydełka ;).
Dwie nowe postacie, czyli Hotaru i Kobra w akcji!

Let Mortal Kombat begin...
Muszę przyznać, że tu doznałem szoku w negatywnym tego słowa znaczeniu. Ed Boon obiecywał, iż DECEPTION nie będzie wykorzystywał silniczka znanego z MK:DA oraz zmieni się cały system walki. Obietnicę tę prawdę mówąc najprawdopodobniej olał. DECEPTION wykorzystuje dalej silnik znany z MK:DA mimo, iż został on troszkę zmodyfikowany. Dalej każda postać posiada trzy style walki (dwa podstawowe i jeden walki bronią). Nowością są takie niby pioruniki pod paskiem energii. Oznaczają one zmęczenie zawodnika. Im mniej piorunów tym nasz wojownik jest bardziej zmęczony, przez co np. jego ataki zabierają mniej energii. Dodano również nową opcję zwaną „Combos Breaker” przydatną wtedy kiedy nasz przeciwnik obija nam twarz. Przycisk ten łamię kombos, przez co postać go robiąca zmuszona jest robić go od nowa. Niestety można użyć go tylko trzy razy podczas walki. System walki przez te dwa lata zubożał. Zabrano możliwość wbicia broni w przeciwnika. Nie wiadomo dlaczego zniknęły reversale oraz taunty. Dodano za to wyżej wymieniony Combos Breaker oraz znany z klasycznych MK uppercut (podbródkowy od dołu). Dalej pozostały wszystkie programowane kombosy. Każdy zawodnik ma po trzy typy wykończeń. Pierwsze to oczywiście nieśmiertelne Fatality (po dwa na głowę). Tym razem są jednak one o wiele brutalniejsze niż w poprzednikach, choć są też takie które potrafią rozśmieszyć (tu sprawa tyczy się głównie „extremalnego” Bo’ Rai Cho). Drugi to wykończenie poprzez Death Traps - czyli zmodyfikowane Stage Fatality. Przeciwnika można zrzucić w przepaść lub wrzucić pomiędzy dwa obracające się kołki, które zrobią z niego papkę. Ostatni typ wykończeń to Hara-Kiri, czyli brutalne samobójstwo poprzez odcięcie sobie głowy, skręcenie karku itp.. W momencie FINISH HIM rozpoczyna się więc wyścig, kto pierwszy cię zabije ;)
W DECEPTION zadbano również o areny. Tym razem są one interaktywne. Powróciła arena Kuathan Palace z możliwością wrzucenia przeciwnika do lawy. Moim zdaniem najlepszą areną jest Dark Prison. Walka toczy się w więzieniu, gdzie za kratkami uwięzione są postacie znane z poprzednich MK. Na arenach pojawiły się też różnego rodzaju bonusy oznaczone różnymi kolorami. Na czerwono zaznaczone są różnego rodzaju Death Traps, w które możemy wrzucić przeciwnika, na żółto są oznaczone pola na których można stracić trochę energii np. obszar, z którego można spaść lub coś może cię przygnieść. Zielone pola to dodatkowe bronie. Jeżeli nasza postać weźmie taką to ma jeszcze jeden styl walki (w sumie cztery). Od strony graficznej DECEPTION bije poprzednika na głowę. Na twarzach zawodników zostają siniaki, krwiaki, rany. Do tego na niektórych arenach są animowane obiekty (np. wisielcy na statku), które możemy jednym ciosem wprawić w ruch. Grafika dopracowana jest w najdrobniejszych szczegółach (spójrzcie np. podczas walki na Mileenę, kiedy pod jej maską widać te zęby). Trzeba przyznać, że tutaj twórcy odwalili kawał dobrej roboty. Gra prezentuje się naprawdę dobrze. Jedyne co mnie nawet w MK:DA denerwowało to difficulty u wojowników. Twórcy przydzielili im poziomy trudności, dzięki czemu wiemy, którą postać jest łatwiej pokonać, a którą trudniej. Moim zdaniem wszyscy zawodnicy powinni posiadać ten sam poziom trudności lub nie posiadać go wcale (tak jak to było rozwiązane w SOUL CALIBUR 2). Bonusy
Twórcy jak widać postanowili dodać poza trybem Kombat inne ciekawe rzeczy. Nowością jest tryb „Chees Kombat”. Na planszy od szachownicy ustawione są postacie, którymi przyjdzie nam walczyć. Jeżeli dwie postacie spotkają się ze sobą dochodzi do walki i wtedy program automatycznie przemieszcza nas na jedną z klasycznych aren z MK od 1 do 3. Walka rozgrywana jest jak w trybie Kombat. Ten kto wygra zostaje na szachownicy. Drugim nowym trybem jest Puzzle Kombat. Prawdę mówiąc nie siedziałem długo nad tą gierką ponieważ jest to dla mnie kit! Podobnie jak i nie podobał mi się STREET FIGHTER II - PUZZLE, Puzzle Kombat również nie przypadł mi do gustu. Cała idea tego trybu polega na układaniu klocków. Jeżeli złączymy kilka o takim samym kolorze to postać u dołu dostaje w twarz i tak, aż do zakończenia. Konquest. Można to nazwać RPG w świecie MK. Kierujemy poczynaniami młodego Shujinko i wędrujemy po różnych światach. Zbieramy tam różnego rodzaju klucze, aby później za pomocą nich otwierać dodatki w Krypcie. Przede wszystkim chodzi o to aby nauczyć się walczyć. Prawdziwy fan MK zagłębi się w ten wirtualny świat ponieważ można się z niego dużo dowiedzieć o przeszłości wojowników. Jeżeli nie jesteś fanem Smoczej serii tryb ten wyda ci się kompletnym nieporozumieniem.. Podobnie jak i w MK:DA w DECEPTION również jest krypta. Nieco odmieniona, ale jest. Pierwszą zmianą są waluty. Do znanych z poprzedniej części monet dołączają jeszcze klucze które znajdujemy w trybie Konquest. Tym razem o wiele mniej jest pustych trumien, a o wiele więcej różnego rodzaju smaczków. Obrazki, filmiki, szkice, muzyka i inne duperelki czekają na to abyś je odblokował. Odblokowane rzeczy czekają na ciebie w trybie Kontent. Po raz pierwszy w historii w MORTAL KOMBAT można grać online. Kiedy tylko włączyłem DECEPTION pierwsze co zrobiłem to połączyłem się online, aby zagrać z graczem z innego końca świata. Gra połączyła się bardzo szybko i muszę przyznać, że podczas gry nie doświadczyłem ani jednego ścięcia ekranu, ani na chwile nic się nie zawiesiło. Za to należy się duży plus. Jednak jednego nie rozumiem- dlaczego producenci nie dali możliwości gry z osobą obok (znaczy przez podłączenie do siebie obu konsol). Szkoda, wielka szkoda.
Chess Kombat to nie to samo co zwykłe szachy! Tutaj nawet pionek może pokonać królową..

Podsumować?
Wreszcie nadszedł czas na podsumowanie nowego MORTAL KOMBAT. No i szczerze przyznam, że mam mały problem. DECEPTION to produkt nieco przeterminowany. System walki w stosunku do poprzednika jest zubożały, a wręcz uwsteczniony. Niektóre rzeczy są po prostu nieprzemyślane i wrzucone do gry na szybko. Mimo to jedno jest pewne nie jest to tytuł, który po tygodniu pójdzie w odstawkę. Świetny tryb online, duża liczba bonusów i znakomita grafika sprawiają, że DECEPTION w swojej klasie nie ma sobie równych.
Shujinko mający 17 lat szlaja się po Zaświatach

Gonzo:
Smocza seria dla wielu była wyznacznikiem rozwoju mordobić 2D. Przejście w trzeci wymiar trochę zmieniło charakter MORTAL KOMBAT, ale na najnowszą część czekałem raczej pozytywnie nastawiony. Wracała moja ulubiona postać, Kabal, poza tym potwierdzono Noob Smoke`a i Scorpiona, więc czujność została skutecznie uśpiona. Po uruchomieniu gry szoku również nie przeżyłem, wszystko zdawało się być na swoim miejscu. Walczyło się nawet przyjemnie, łatwy interfejs i proste do nauczenia kombosy zrobiły swoje. Niedługo jednak potrwała sielanka, bo gra zaczęła mnie nużyć. Wtedy spróbowałem pozostałych trybów. Puzzle Kombat jest fajne, ale to taka mini gierka na kilka razy, Kombat Chess w ogóle mnie nie wciągnęło, ale i tak najgorsze było dopiero przede mną. Tryb Konquest to porażka i powód konkurencji do drwin z Midway. Żałosna grafika i ogólnie grobowa nuda wiejąca z ekranu to niestety nie są powody do dumy (a tryb jest reklamowany jako innowacyjny!). MK: Deception ma oczywiście sporo fajnych motywów: dla kombatanta odkrycie wszystkich filmików, postaci czy szkiców to nie lada gratka. A i sam klasyczny tryb do grania z kumplem i wyrwania mu kręgosłupa nadaje się wręcz znakomicie. Jeżeli macie wśród przyjaciół drugiego fana MK to granie we dwóch starczy Wam na kilkanaście dni ostrej zabawy; w przeciwnym wypadku zaopatrzcie się w inną pozycję.

Ocena 5.5/10


Swoją drogą ja pragnę wszystkim czytelnikom naszego działu złożyć najserdeczniejsze życzenia gwiazdkowe. Dużo bijatyk pod choinką oraz ciepłej atmosfery w rodzinnym gronie.


  Poprzednia strona Spis treści Nastepna strona   42